czwartek, 8 października 2015

Rozdział 1

Każdy dzień wydaje się być taki sam. Brutalna pobudka, godziny tortur, w międzyczasie marny obiad mający jedynie utrzymać mnie przy życiu. A potem powrót do celi. Wszystko zlewa się w jedną masę i coraz mniej obchodzi mnie własne istnienie. Nawet myśli kierujące się w stronę ukochanej nie dają mi tej samej siły, co wcześniej. Staczam się na samo dno, a mijający czas przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Walka, którą podejmowałem przez ostatnie lata zaczyna kosztować zbyt wiele. A propozycja Lucyfera kusi coraz bardziej...
Z półsnu wyrywa mnie nieznaczny szelest skrzydeł pod drzwiami mojego więzienia. Unoszę ociężałe powieki i mrugam nimi przez chwilę by przyzwyczaić się do ciemności. We wszechobecnym mroku dostrzegam czyjąś sylwetkę, która wygląda dziwnie znajomo. Gdy postać podchodzi bliżej krat oddzielających mnie od świata i mogę zobaczyć jej twarz, już wiem, kto to jest.
— Archanioł Gabriel — wypowiadam swe myśli na głos, a jeden z dowódców aniołów materializuje kulę światła. Odruchowo mrużę oczy, a na mój marny widok Gabriel kręci głową z politowaniem.
— Nędznie wyglądasz.
Cóż za odkrycie.
— Myślisz, że twoja ładna buźka byłaby w lepszym stanie po dwudziestu latach tortur?
Archanioł uśmiecha się lekko, ale natychmiast poważnieje.
— Nie przyszedłem tutaj na pogawędki.
— To chyba logiczne. Założę się, że masz sto tysięcy lepszych zajęć niż zajmowanie mnie rozmową o mojej przeszłości jako anioła.
— Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że sam o tym wspomniałeś. Nie miałbym serca przypominać ci tego wszystkiego...
— Och, doprawdy? — przerywam mu, czując już lekkie podirytowanie. Nie przyszedł na pogawędki, ale jak zwykle musi zrobić wykład o tym, jaki to z niego troskliwy obrońca. — Szczerze mówiąc to z chęcią bym sobie to wszystko przypomniał. Byłoby to miłą odmianą od fizycznego bólu, który zaczyna mnie nudzić.

 Link

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz